Tytuł jak tytuł. Mógłby być i miłość własna, asertywność... Cokolwiek bliskoznacznego.
Żyję i pracuję już na tyle długo, by zebrać bagaż doświadczeń, zaliczyć chwile braku szacunku, zrozumienia. Polski kapitalizm jest wciąż w fazie raczkującej. Praca to usługa. Nic więcej. Fajnie, gdy praca bywa hobby, super , gdy przynosi radość. Praca potrafi zmęczyć, to jedna z cen za bycie choć trochę niezależnym, bez większych trosk o potrzeby podstawowe. Ale niestety zbyt często wymaga się całkowitego poświęcenia dla firmy, dla wizji pracodawcy. I tutaj moje uwagi o hierarchii ważności potrafią zaskoczyć niejednego szefa. Mnie już nie zaskakuje że jestem jednym z narzędzi i nikim więcej.
Mam parę rzeczy, ludzi, spraw ważniejszych. Znam swoją wartość. I dzięki tej pewności dziękuję za zatrudnienie. Nie mam kłopotu poszukać następnej. Bez awantur w jednym miejscu, bez zbytniej fantazji w rozmowie w drugim miejscu. Pracuję już w następnej firmie, proste.
Bez dbałości o siebie uleciałyby mi choćby takie chwile.
Czy warto opuścić te obrazy?
Życzę dbałości.
