music

niedziela, 27 grudnia 2020

Słowa, ludzie i wybory.

 Zastanawiałam się nad tytułem dotyczącym tego wpisu i na razie nie wymyśliłam. Może to przyjdzie wraz z pisaniem. Zdarzyło mi się usłyszeć coś co mi przypomniało o ważnym dla mnie zdarzeniu. Usłyszałam, słowa zabolały. Wracają do mnie i myślę co byłoby gdybym postąpiła inaczej. Gdzie teraz byłabym, jak czułabym się. Nie żałuję żadnej z chwil, które mi moje decyzje przyniosły. Nie wiem dlaczego zależy mi na odbiorze, ale chyba chodzi o poczucie, że mój wybór mógł kogoś skrzywdzić. Może przyjdzie czas, że dowiem się czy faktycznie skrzywdziłam, może przeproszę, tego jeszcze nie wiem. Bo nie tylko ja wybrałam, ale  ja poszłam w kierunku swojej głębokiej potrzeby. Poznałam coś zupełnie odmiennego, co trwa i daje szczęście. Nie wiem dlaczego ludzie nieproszeni wkraczają w obszary, które są im nie do końca znane. Może przenoszą poniekąd coś swojego? pewnie tak jest. Jestem zdania, że nie znając sedna problemu, można się pomylić. Ale tak lubi się żyć życiem innych. Jest to dużo łatwiejsze niż przyglądanie się tego co w sobie się nosi. 



Time is always on the run
We've only just begun
Lovers in the wind
Life is all we have to share
You know we must take care
Lovers in the wind
There was a time when it was hard to know
Reaching out, reaching out for somewhere to go
There was a light born on the darkest day
But no one wants to know
And no one wants to try
Love is all I have to give
It's all I need to live
Lovers in the wind
There was a time when it was hard to know
Reaching out, reaching…

Lovers in the Wind. Roder Hodgson


Przetłumacz na: polski

poniedziałek, 21 grudnia 2020

Być ojcem

 Minęło trochę czasu od poprzedniego wpisu. 

Kiedy pisać? Gdy coś się dzieje? Ciągle coś się dzieje. Forma pamiętnika jest dobra, by po czasie wrócić do wpisu, do czasu minionego. Jednakże do refleksji czas stanowi niezbędny czynnik. 

Uciekam od poruszania spraw politycznych, tej całej pandemii. Tu nic nie jest jednoznaczne. Wręcz odpycha. Obok samej choroby są tragedie pracodawców, pracowników. Zwyczajnych ludzi, braku realnej pomocy, braku szans. Ci, którzy z różnorodnych powodów mają trudności w życiu nawet w warunkach tzw dobrobytu, zostali skazani. Na czarną, bezlitosną otchłań własnej niemożności. Problemów o jakich większość nawet nie zdaje sobie sprawy. Mam wątpliwą przyjemność otrzymywać lekcje mierzenia się z takimi ludźmi, z takimi "jazdami" odkąd tylko pamiętam. Nie ma czego zazdrościć. Przechodzi z pokolenia na pokolenie. Rujnuje życie. 

Wyrwałem się z tego zaklętego kręgu. Mimo niezakończonych spraw formalnie żyję wreszcie spokojnie. Ale zaburzenia obok dają znać. Nie odpuszczają. Co może zrobić ojciec dziecka, które nie radzi sobie z własnym życiem? Dziecko będzie dzieckiem nawet, gdy będzie ono dorosłe. Rodzic nie przestaje być rodzicem. Sztuka pogodzenia się z brakiem wpływu jest bolesna. 

Wpis bez obrazka, bez zdjęcia, bez piosenki. To wciąż nie ten czas.