Sentyment zostawił mi wspomnienie Borów Tucholskich. Z nimi wiąże się co najmniej 300 lat znanej mi historii przodków. Miejsce jakby genetycznie zakodowane w pamięci. Urodzenie i wychowanie to rzeczownik Heimat. Nie znam niemieckiego, do niczego mi niepotrzebny. Chociaż w poszukiwaniach genealogicznych zdarzali się nierzadko Niemcy, pojęcie jakiejś definicji narodowości narzuconej z góry dla mnie nie istnieje. Ta polska część ku zgorszeniu pewnej części rozmówców także nie przyciąga. Tak więc, małą ojczyzną jest Śląsk. Z całą swoją paletą odcieni. Nie tylko krajobraz z grubami, hałdami, nie tylko kluzki i rolady, nie tylko ( tu będę wyjątkowo uparty) język śląski. O obrazach Śląska może jeszcze przyjdzie czas i miejsce pisać.
Z regularnością rejsowego autokaru pokonuję co chwila ponad 300 km tam i z powrotem. Między Śląskiem a Bieszczadami. Uczę się nowego miejsca na ziemi. Gdzie mam nadzieję, będzie mi w życiu dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz