Idąc swoją drogą, bądź też szukając drogi do szczęścia, napotykamy radości i rozczarowania. Skąd one się biorą? Zasadniczo, doświadczamy i rzeczy dobrych i złych. Zwyczajnie takie jest życie. Trochę wina, wpływ współczesnego świata, mediów, które promują keep smile i samorozwój niemalże w każdej dziedzinie życia. Czy jednak ta wizja człowieka współczesnego nie kłóci się z naszą indywidualnością?
Powstała audycja radiowa o kryzysie tożsamości mężczyzn. Warto posłuchać.
https://anchor.fm/marcin52/episodes/Trzy-Ogrody-Pyta--12-tematw--ktre-warto-poruszy-w-zwizku-ealu0e
Jako podsumowanie cytat
Po czym poznać, że jeszcze nie potrafisz dać drugiej osobie prawdziwej, głębokiej bliskości?
Po tym, że pielęgnujesz w sobie poczucie przymusu, by ukochana osoba myślała, lubiła, robiła, czuła lub mówiła podobnie jak Ty. By pasowała do Twoich wyobrażeń o idealnym związku. By we wszystkim Ci się "podobała".
Masz prawo tego pragnąć. To miłe, gdy bliska osoba podziela nasze hobby, poglądy i przeżycia. Czujemy się bezpieczniej, gdy jest podobna do nas. Czujemy komfort, gdy rozumiemy się bez słów.
Ale przyjemność, bezpieczeństwo, komfort i wyobrażenia nie mają nic wspólnego z kochaniem drugiej osoby, tylko z naszym ego, naszymi zranieniami, ograniczeniami emocjonalnymi. Każdy z nas powinien je w sobie uszanować, utulić, czule się zaopiekować i głęboko zrozumieć. Zatrzymując się jednak na nich i nie wychodząc do tego co jest ponad tym, pozbawiasz się doświadczenia głębszej miłości, w której nie czujesz potrzeby być w więzi tak sztywno dopasowanej do Ciebie samego. Lęk przed poczuciem osamotnienia w związku, przed brakiem kontroli nad sytuacją - staje się Twoim bożkiem. Lęk zaś jest zabójcą miłości.
Kochanie kogoś, kto jest dokładnie jak nasze wyobrażenia o nim, kogoś, kto lubi to samo i ze wszystkim się zgadza, nigdy w niczym nie odmawia, bo chce zawsze tego samego, nigdy nie krytykuje, bo myśli dokładnie to samo, nigdy nie trzeba mu nic tłumaczyć bo wszystko rozumie, ani niczego rozumieć, bo wszystkiego się domyślamy, ani kłócić, bo zawsze chce jechać na wakacje w to samo miejsce co my - kochanie osoby totalnie zlanej z nami i dostosowanej do naszych oczekiwań - jest ogromnie proste, nie wymaga żadnego wysiłku, żadnego wyjścia poza siebie, żadnego poświęcenia, rozwoju emocjonalnego, mentalnego czy duchowego. Brzmi kusząco... Jeśli jednak jesteś z kimś dlatego, że nie musisz wychodzić poza samego siebie - to czy na pewno możesz powiedzieć, że jest to miłość?
Najbliższa bliskość to nie ta, w której nie ma rozdzielenia między osobami. Żeby naprawdę widzieć i uznać drugą osobę, trzeba spojrzeć z odpowiedniego dystansu: to znaczy oddzielić ją od siebie, uznać ją jako odrębną jednostkę - inaczej wszystko będziemy na nią projektować i nie dojdzie do autentycznego spotkania dwóch serc.
Najbliższa bliskość to taka, w której praktykujesz głęboki szacunek do granic, inności i wolności drugiej osoby, przy jednoczesnym szacunku do własnych (to znaczy, że jeśli różnice między Wami Cię ranią, to potrafisz też odejść). Naprawdę blisko jesteś wtedy, gdy granice, które buduje druga osoba swoimi decyzjami, cechami lub sposobem bycia, nie powodują w Tobie poczucia oddzielenia od niej.
Bądź więc wdzięczny za różnice, wady i zawiedzione idealizacje, bo to one sprawiają, że uczysz się kochać i że to, co między Wami, jest prawdziwe, głębokie i wybrane bez przymusu - wolnym od lęku sercem.
Natalia Mucha, Wolność serca
Tak, wiem, długie i trudne. Aczkolwiek do osiągnięcia.
D.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz